Sushi w Szczecinie

Korzystając z wakacji, wybrałam się w niedzielę do Szczecina, miasta położonego od mojej rodzinnej miejscowości o niespełna dwie godziny jazdy samochodem. Celem podróży było odwiedzenie statków z okazji czegoś o wątpliwej nazwie „dni morza” (Szczecin nawet nie leży nad morzem, taaa…). Wyszło jednak zupełnie inaczej, bo zamiast na spacer po Wałach Chrobrego, trafiłam do galerii handlowej – a tam… do baru sushi.

Piszę ten post chyba właściwie dlatego, że nie był to pierwszy lepszy bar z sushi, a lokal, który może zaciekawić fanów japońskiego komiksu, ale o tym za chwilę.

„Sushi Bar Takumi” – bo tak nazywa się miejsce, o którym chcę dziś napisać – mieści się na trzecim piętrze galerii Galaxy. Powiedzieć mogę jedynie tyle, że jest tam bardzo ładnie, a jeśli ktoś chciałby zobaczyć jak restauracja się prezentuje w całości to zapraszam na stronę internetową, bo mi było trochę zbyt głupio, by robić dookoła zdjęcia, choć nie miałam oporów by fotografować jedzenie…

Cieszę się ogromnie, że przypomniałam sobie o tej restauracji, a zapamiętałam jej istnienie nie z samych wizyt w Szczecinie, tylko dzięki facebookowi wydawnictwa JPF. Cóż, właścicielem i wydawnictwa i restauracji jest niejaki Shin Yasuda, rodowity japończyk, który podobno osobiście czuwa nad serwowanym jedzeniem.

Ot, taka ciekawostka.

Standardowo jedzenie było na taśmie. Każdy talerzyk to koszt 7 zł, no chyba, że zamawiamy coś specjalnego – wtedy cena podana jest na tabliczce prezentującej daną potrawę.

Moim pierwszym w życiu „sushi-daniem” był zwykły zestaw maki. Całkiem smaczny i zupełnie nie taki, jak się spodziewałam – bez sosu sojowego było trochę bez wyrazu, a surowa ryba wcale nie raziła w smaku tym, że była surowa. Wasabi w małej ilości jest ostre, ale do przeżycia – chrzan, ot.

Następne było nigiri z krewetką, któremu zapomniałam zrobić zdjęcie, ale już wiem, że uwielbiam krewetki.

Naprawdę przyzwoita zupa Miso, którą pewnie z powodzeniem mogłabym jeść codziennie. Smakowała jakby była na czymś wędzonym, ale moja wiedza w tym zakresie jest tak nikła, że wolę się nie wypowiadać.

Co do potraw wędzonych w smaku – rodziciel zamówił sobie kurczaka teriyaki.

Nie zamawialiśmy dużo, bo rodziciel uparł się, że sushi jest tylko przekąską, a prawdziwy obiad będzie później, po maratonie po sklepach. Chętnie zamówiłabym dużo, dużo więcej, bo jedzenie wyglądało cudownie, ale musiałam zrezygnować w imię, hm, udanego dalszego ciągu dnia. Ale czymś, czego nie mogłabym sobie odpuścić po obejrzeniu tylu zdjęć w internecie, były lody o smaku matchy i teraz już doskonale rozumiem ich popularność. Paradoksalnie, lody smakowały mi najbardziej w barze sushi. Były lekkie, sycące i nie były słodkie – wystarczy, żeby je pokochać.

I coś, o czym na początku nie wspomniałam – półki z JPF’owymi mangami, których nawet nie udało mi się całych sfotografować. W barze sushi. I z 30% zniżką na każdy z tomików – uzupełniłam się w pięć tomów FMA, a następnym razem przyjadę ze wszystkimi oszczędnościami :B

Cóż, nie wiem czy mogę powiedzieć, że lubię sushi – spróbowałam niewiele – ale zdecydowanie mi się w restauracji podobało. Udany dzień.

(Nie mam pewności czy zdjęcia będą widoczne, bo świrowały już przy publikacji postu, no ale.)

Jedna myśl nt. „Sushi w Szczecinie

  1. Zdjęcia na szczęście widoczne. Zupa Miso wygląda na smaczną, choć przerażają mnie trochę te wszechobecne oczka tłuszczu (zielsko przy kurczaku też niezbyt urokliwe :B). Lody są zdecydowanie bardzo ciekawym pomysłem. I ta półka z mangami, ach.. ^^

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current month ye@r day *