O Eat Your Kimchi i zarabianiu w internecie

Dzisiejszy post dotyczył będzie pewnego małżeństwa, które zaczęło zarabiać na swoich filmikach o życiu w Korei Południowej. I, biorąc pod uwagę ich nikłą popularność w Polsce, jest to post kierowany zupełnie do nikogo.

Simon i Martina to prawie-kanadyjskie-małżeństwo. Prawie, bo o ile oboje posiadają kanadyjskie obywatelstwo, o tyle Simon jest 100% Polakiem – wychowanym w Kanadzie i nie znającym polskiego, ale wciąż.

Poznali się na uniwersytecie, studiowali ten sam kierunek – bodajże filologię angielską. A jakiś czas po ślubie postanowili wyjechać do Azji – choć woleli Japonię, padło na Koreę Południową, w której z łatwością przyszło im kilka lat temu znaleźć pracę jako nauczyciele angielskiego. Nie wiedzieli wtedy nic o Korei, ani nie znali języka.

Po roku lub dwóch, kiedy przyzwyczaili się do życia za granicą, założyli konto na YouTubie, własną stronę i zaczęli kręcić filmy o życiu w Korei, kulturze tego kraju oraz… o k-popie (koreańskiej muzyce popowej) czym zyskali sobie rzeszę fanów oraz całkiem niemałą popularność.

Ja o ich istnieniu dowiedziałam się jakieś półtorej roku temu i szybko dołączyłam do grona ich widzów – z prostego powodu: ich filmiki były ciekawe, oryginalne, dobrze zrealizowane i zabawne. Wydawali się świetnymi, otwartymi ludźmi, a ich przewrotne spojrzenie na k-pop z początku przypominało mi moje własne i ciężko było nie ulec urokowi… ich psa.

Zaczęli jednak zarabiać na swoich filmikach naprawdę konkretne pieniądze (za co wcale się nie oburzam, skoro sobie na to sami zapracowali) i rzucili pracę nauczycieli, zostając w Korei bezrobotnymi. A ich filmiki nagle przestały być takie zabawne…

Niestety, od więcej, niż pół roku moja sympatia do nich przeradza się w czystą niechęć – i wygląda na to, że teraz osiągnęła swoje apogeum.  Z jakiego powodu? Otóż w swoim najnowszym filmiku – opublikowanym wczoraj – Simon i Martina obwieścili światu, że mają problemy z utrzymaniem stałego pobytu w Korei, muszą podjąć pracę, by zostać i… organizują zbiórkę minimum 40 000 na otwarcie Studia Eat Your Kimchi.

Innymi słowy, oprócz pieniędzy z reklam na stronie i z filmików (które od dłużej, niż roku całkowicie pokrywają im koszty życia w Korei), zwrócili się z prośbą do widzów o dotacje. Moje oburzenie sięgnęło zenitu.

Naprawdę rozumiem, że muszą coś zrobić, żeby w Korei zostać. Domyślam się, że to trudne zadanie, skoro żadne z nich nie jest w zawiązku małżeńskim z kimś o koreańskiej narodowości. Okej, mają prawo by zarabiać na swoich filmikach…

…ale, do cholery, niech pójdą do pracy. Prawdziwej pracy. W ogóle nie ogarniam sytuacji, w której oni myśleli, że uda im się żyć w innym kraju tak po prostu, bez pracy, a zarabiając na czymś, co jest bardzo niepewne. Jak wyobrażali sobie życie w przyszłości – zakładanie rodziny, starzenie się? Poza tym jest jeszcze kilka spraw – pomijam ich zachowanie momentami – dzięki którym zyskali moją niechęć: bardzo słaba znajomość języka koreańskiego po czterech latach życia w Korei, organizowanie sobie fanclubu na swoją cześć, przyjmowanie od widzów fan maili (tj. paczek z żywnością). Oburza mnie to, bo coraz bardziej lansują się na swoim prywatnym życiu, jednocześnie chcąc zrobić z tego prawdziwy biznes. A filmiki są coraz gorsze, coraz mniej ciekawe, coraz mniej dotyczące Korei, a bardziej o nich samych – już wcale nieinteresujących, ani oryginalnych ludziach.

No ale co ja tam wiem, skoro od wczoraj udało im się uzbierać już prawie 74 000 dolarów? Co zabawne to to, że potrzebne im było 40 000$… [*]

6 myśli nt. „O Eat Your Kimchi i zarabianiu w internecie

    • AAAAAAAAAAA! Utsubora od Verticalu – moje życie nie mogłoby być piękniejsze! Ogromne dzięki za cynk, sama nie wpadłabym na ten news tak szybko :D

  1. Po pierwsze Simon mówi po polsku!
    Po drugie, nie rozumiem niechęci. Teraz wiele osób korzysta z takich stron (Kickstarter itp.), proszą ludzi o pieniadze zeby osiągnąć jakiś cel i nic w tym złego nie ma. Czemu się czepiasz tego że inni ludzie przesyłają im paczki. Przecież oni nie zmuszali do wysyłania paczek. A co do pracy. Nie wiem czy wiesz ale ludzie którzy mają dużą oglądalność na youtube są zatrudniani przez tą firme, dostają pieniędze za filmiki tylko po to aby te filmiki wciąż były w internecie. Wiec to jest ich praca.
    Nie chce cie obrażać ani nic ale poprostu nie rozumiem twoich zarzutów. Zorientuj się troche co się dzieje na świecie i że proszenie o pieniędze na biznes nie jest nic nowym (teraz na przykład jest akcja na kickstarterze na zebranie pieniedzy dla nowo powstałej firmy komputerowej po to by oni mogli zrobić gre, mają już ponad milion dolarów).

    • U ła, nie spodziewałam się komentarza pod tym postem po takim czasie.
      Czy aby na pewno słyszałaś to jak on mówi po polsku? Zna ledwie kilkanaście słów, nie potrafi ich dobrze wymówić i tylko o tyle jest z polskim zaznajomiony, że osłuchany i więcej rozumie jak się do niego mówi, niż sam może powiedzieć (filmik z wizytą u jego rodziców w Kanadzie, którzy w domu mówią po polsku + jakieś kolejne filmiki z fanmailami). Zresztą, jego polski nic mnie nie obchodzi.
      Nie przeczytałaś mojego postu ze zrozumieniem – ja im nie bronię zarabiać na filmikach, ale ogłoszenie zbiórki to już było dla mnie za wiele, bo, uwierz, oni naprawdę wiele dostają z reklam z filmików i ze strony, więc nie potrafię zrozumieć jak można bez wstydu prosić o więcej i dostawać… no właśnie, jeszcze więcej.
      Z tematem zarabiania na YouTube jestem dobrze zaznajomiona, więc napiszę Ci, że się mylisz – PARTNERSTWO (uwaga, bo to słowo kluczowe) z YT nie jest formą żadną formą zatrudnienia, a jedynie umową. Podatki od reklam są odprowadzane zawsze, ale o ile nie masz firmy, która jako dochód ma podpięte te reklamy z YT to nie jest to żadne zatrudnienie. Gdyby było tak jak piszesz, Simon i Martina mogliby bez przeszkód zostać w Korei i własny biznes nie byłby im potrzebny, a jednak się w to wpakowali.
      Co więcej, gdyby im się te filmiki nie opłacały to czy w ogóle wzięliby pod uwagę taki rodzaj działalności? Nie, poszliby do ‘normalnej’ pracy. Opłaca im się i to bardzo, więc skoro tak dobrze im to wszystko prosperuje to firmę mogli założyć z zarobionych już pieniędzy – mają te kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń pod każdym filmikiem (a pod niejednym pewnie i kilkaset), więc gdyby się obudzili wcześniej to bez trudu by tę kasę uzbierali. No ale zamiast tego woleli przez ponad rok być bezrobotnymi za kasę z YouTube’a – spoko, ich trud włożony w filmiki, ich wybór. Co mnie tak bardzo oburza, a czego Ty nie zauważyłaś to to, że za chęć pozostania w Korei powinni jednak ponieść odpowiedzialność sami, a nie prawie na ostatnią chwilę żebrać o dotacje od wiernych widzów – bo to było oczywiste, że Korea bezrobotnych obcokrajowców (bez małżonka o narodowości koreańskiej) trzymać nie będzie.
      Nie mam nic do osób, które próbują wyjść z czymś nowym i świeżym na portalach takich jak KickStarter czy IndieGogo, bo nie raz spotkałam się tam z naprawdę genialnymi projektami. Tylko tych wszystkich aspirujących twórców na takich portalach od Simona i Martiny różni to, że oni (twórcy) chcą zacząć od zera i nie mają nic, a kanadyjczycy już się czegoś dorobili, a mimo to wykorzystali (w moim odczuciu) ludzi, którzy i tak mocno ich wspierali (oglądając te filmiki z reklamami na YT).
      Fanmailami to już w ogóle się brzydzę, bo po prostu nie wiem jak można, mając co do garnka włożyć, prosić się o słodycze i tony żarcia od ludzi, którzy obsesyjnie chcą się przypodobać swoim internetowym ulubieńcom. Sorry, gdyby mieli inne podejście to nie podawaliby swojego adresu lub oświadczyli by widzom, że nie chcą żadnego jedzenia, a np. tylko listy od serca. Dobrą kontrą do takiego zachowania jest to, co zrobił Gonciarz z kanału Wybuchające Beczki – kiedy ludzie podczas jego Miesiąca bez internetu wysyłali mu jakieś zupki chińskie (bez jego namowy) on oznajmił, że czuje się po prostu głupio w takiej sytuacji i lepiej by było, gdyby tę żywność ludzie przekazali organizacjom wspomagającym biednych. Widzisz tę znaczącą różnicę w postawie?
      Chciałabym się tylko czepiać, naprawdę, ale jako osoba, która kiedyś z uśmiechem na ustach śledziła materiały na Eat Your Kimchi wystosowałam już zbyt wiele argumentów by uznać mnie za trolla lub hejtera. Przykro mi, to moje zdanie i mój brak naiwności.

    • Sami ten temat poruszali w którymś z filmików i deklarowali, że dzieci może i chcieliby mieć, ale nie teraz – nic mi do tego, ale chciałam tutaj zobrazować jak bardzo byli niekonsekwentni w swoim planowaniu życia w Korei i jak bardzo podpuścili widzów na ostatnią chwilę z tą całą zbiórką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current month ye@r day *