Aż do nieba – przegląd wydania

Ten no hate made to komiks, który jest dla mnie niezwykły – jest dość luźną interpretacją pewnego okresu w dziejach Polski, jednocześnie jest to pierwsza manga, która została wydana w naszym kraju, a autorką jest jedna ze znamienitych pionierek gatunku shoujo. Całkiem spory kawałek historii, nie tylko rozwoju komiksu w Japonii, ale i jego początków u nas, prawda?

Głównym bohaterem Aż do nieba jest Józef Poniatowski, mamy więc do czynienia z mangą historyczną, której akcja rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX wieku – był to okres szczególnie trudny i tragiczny dla Polski toteż stanowi wdzięczne tło, dla rozgrywającego się na kartach tej historii, dramatu z nutą romansu.

Historia jest przedstawiona z prespektywy samego księcia Józefa i koncentruje się od początku do końca na nim. Pierwsza część komiksu to dzieciństwo i wczesna młodość bohatera, gdzie konflikty polityczne stanowią tylko pretekst do opowiedzenia nam jego historii – to właśnie w tej części autorka ponaginała większość faktów historycznych. Dopiero od drugiej części tej opowieści, tło historyczne zaczyna dużo mocniej oddziaływać na Józefa i przedstawia nam go z lat młodzieńczych, aż do czasów Konstytucji 3 Maja oraz jej obrony. W trzeciej części przedstawiono nam dalsze losy księcia, aż do jego śmierci.

Smutny los Polski okazał się świetnym materiałem na dramat i kłaniam się tu w pas dla Riyoko Ikedy za wyczucie dramatyczne, którym rewelacyjnie operuje – nawet się wzruszyłam, być może trochę patriotycznie się unosząc, ale jednak. Dramat naprawdę jest dramatem, a to, z czym zmagać się musi bohater jest dużo poważniejszym problemem, niż zmartwienia nastolatki.

Aż do nieba ma jednak do zaoferowania coś więcej – umiejętnie wpleciony romans, intrygi, a przede wszystkim żywo przedstawioną rzeczywistość. Wydarzenia i postacie z komiksu były dla mnie po raz pierwszy tak przybijająco realistyczne i wiarygodne – Riyoko Ikeda musiała chyba tworzyć tę pracę z wielkim zaangażowaniem, bo trafiła w punkt, jeśli chodzi o podziały polityczne między polakami, chociażby. Niesamowite jest to, jak wiele nowych spostrzeżeń wyciągnęłam z tej mangi, jako Polka i uważam to za najlepszą lekcję historii w swoim życiu. Nawet nagięcie faktów historycznych wyszło tutaj na dobre – autorka wiedziała co robi i wpłynęło to korzystnie na wszystkie zawirowania w historii, które wymyśliła. Te wszystkie aspekty sprawiają, że ta historia po prostu mocno wciąga i czytało mi się ją z nieopisaną przyjemnością.

W całej historii znalazłam tylko jedną kwestię, która nie przypadła mi do gustu – jest to bardzo młody wiek, w którym Józef zaczął romansować ze swoją partnerką.

Po klasyce shoujo można się spodziewać unikalnej oprawy graficznej i ten tytuł w niczym nie odstaje od trendów, które niegdyś panowały czy innych tytułów Ikedy – z tym, że jest bardziej dopracowany, bo powstał stosunkowo niedawno (1991 rok). Oczy cieszą dobrze oddane tła, budynki, szczegółowe stroje i pomieszczenia – manga jest pod tym względem naprawdę dopieszczona.

Humoru w Ten no hate made nie uświadczycie, ale tym, co dało mi naprawdę dużo frajdy były postacie, a raczej ich wygląd – są piękne kobiety, są i… równie piękni mężczyźni. Gromko się roześmiałam widząc tylu przystojnych Polaczków, którzy wcale nie zdziwiliby mnie w innych pracach Ikedy, ale akurat w tej mandze rozbawili mnie do łez. Graficzne niedoróbki pojawiają się w drugiej i trzeciej części komiksu – jest ich niewiele i dotyczą tylko żołnierzy i tłumu pojawiającego się w tle – wtedy Polaczkowie już nie są tacy piękni, co w sumie też jest bardzo zabawne.

Jako wielbicielka klasyki, mangę uważam za piękną pod względem graficznym.

Józef Poniatowski rysuje mangi, hue hue

Jak już wspominałam, Aż do nieba jest pierwszą mangą, która została wydana w naszym kraju i z tego względu nie ustrzegła się kilku błędów – chodzi mi głównie o przekład. Autorem tłumaczenia jest rodowity Japończyk (oraz, podobno, aż trzy inne osoby) więc często zdarzają się dziwnie sformułowane zdania, a interpunkcja bywa koszmarna – mimo wszystko, całość jest czytelna i jak najbardziej zrozumiała, a im dalej, tym lepiej. Kupiłam tę mangę z pełną świadomością, że pojawią się tam takie zgrzyty i aż byłam zaskoczona, że ich ilość wcale nie jest duża – co nie usprawiedliwia w żadnym stopniu wydawnictwa, które wydając mangę ponownie (tym razem w formie omnibusa, a nie pojedyńczych tomików) w 2008 roku, tych błędów nie poprawiło. Irytuje również fakt, że układ stron został zmieniony na europejski.

Natomiast chwalę sobie samą formę omnibusa (z innym wydaniem tego komiksu nie miałam do czynienia, więc nie mam porównania) które ma naprawdę duży format, biały, sztywny papier oraz druk z dużym nasyceniem czerni. Okładka jest sztywna, prosta i estetyczna. Jeśli chcecie w ten komiks zainwestować to tylko w formie omnibusa.

 

 

 

Dzieje Polski widziane oczami Riyoko Ikedy są zaskakująco… trafne, ciekawe i bez wahania poleciłabym je każdemu, bo warto otworzyć swój umysł na tak przyjemną i wciągającą historię, bez względu na płeć czy wiek. Jedynym minusem jest dla mnie cena (59 zł) – z jednej strony uzasadniona ze względu na grubość omnibusa, jakość papieru i tym podobne, ale jednak jest to wciąż wydanie z pewnymi błędami i należy mieć to na uwadze. Ja swojego zakupu nie żałuję.

17 myśli nt. „Aż do nieba – przegląd wydania

  1. Dobra, przekonałaś mnie, kupuję. W ulubionej księgarni komiksowej chodziłam kilka razy wokół tego omnibusa ale zawsze wolałam inne rzeczy, tym razem będzie mnie stać więc tak, postanowione, dzięki :D

  2. Ja kupiłam tę mangę ładnych parę lat temu przez allegro. Mam starą, trzytomową edycję. Przyznam szczerze – kusił mnie ten Omnibus, jednak widzę, że w sumie niewiele straciłam nie kupując go. Nie zmieniono czcionki, która już wtedy mi się nie podobała, tłumaczenie również wydaje się niezmienione (poszukałam w moich tomikach) i stare wydanie też ma biały papier.
    Plusem tego wydania jest niewątpliwie większy format, zebranie całej historii w jednym woluminie, ładna okładka (wydanie trzytomowe ładną miało jedynie pierwszą obwolutę. Pozostałe były koszmarne moim zdaniem:/) i wreszcie porządny opis z tyłu tomu. Ale nie są to dla mnie wystarczające powody, by kupować dwa razy to samo…
    I tak z ciekawości: czy w Omnibusie jest notka o autorce (ja ją mam w trzecim tomie, wraz ze zdjęciem) i czy są wypisane wydarzenia będące fikcją literacką (w każdym tomie te informacje mam wypisane)?

    Sama manga bardzo mi się podoba. I fakt, zabawne jest, jacy wszyscy są piękni (chociaż jeśli chodzi o kobiety, nie uważam tego za błąd – w Polsce najpiękniejsze;)).

    • Notki o autorce nie ma, jest za to spis na samym końcu tego, co zostało ponaginane. Słyszałam, że w wersjach tomikowych była zapowiedź kolejnej mangi Ikedy? W omnibusie też tego nie ma.
      Oczywiście, uroda kobiet mnie nie dziwi, a pisząc ‘Polaczkowie’ miałam na myśli mężczyzn ;)

      • W wersji tomikowej mamy: w pierwszym notkę od pana Yasudy, w drugim zapowiedź „Lady Oscar” (piszą nawet, że jest „w trakcie przygotowań;P) i listy od czytelników, w trzecim natomiast nie ma już ani słowa o „Lady Oscar”. Jest za to zapowiedź nowego tytułu („Sailor Moon”), listy od czytelników i zdjęcie pana Yasudy, Riyoko Ikedy i innych osób. Wydawca przekazuje też życzenia autorki dla polskich czytelników.

        • To całkiem sporo dodatków – o ile rozumiem czemu darowali sobie listy od czytelników w omnibusie, o tyle boli mnie ten brak życzeń od autorki. Mogłabyś napisać mi co w nich było? Będę bardzo wdzięczna.
          Szkoda mi też Lady Oscar, ale wciąż mam nadzieję na Mega Mangę.

          • Zacytuję tekst obok zdjęcia: „Drodzy Fani Mangi! Mamy przyjemność przekazać serdeczne życzenia od pani Riyoko Ikeda wszystkim naszym Czytelnikom i Fanom (… – tutaj opis zdjęcia). Pani Riyoko niedawno odwiedziła nasz kraj. Polska zrobiła na niej bardzo dobre wrażenie i bardzo cieszy się z faktu przetłumaczenia „Aż do nieba” na język kraju którego dotyczy”.

            I z kompletnie innej beczki:P – planujesz kupno mangi „Takasugi-san Chi no Obentou „? Bo DMP ma ją wydać we wrześniu. Nigdzie nie znalazłam skanów po angielsku ale opis jest ciekawy. Z tym, że tytuł ma 5 tomów i ciągle powstaje… Nie ukrywam, że Twoja recenzja pomogłaby mi podjąć decyzję;). Ale to jeszcze duuużo czasu…

  3. Na początku myślałam, że mnie zniechęcisz tymi błędami w tłumaczeniu, ale twoja pozytywna opinia na temat treści mnie zachęciła. W ten sposób sprzedałaś (pośrednio) dwa egzemplarze. Powinni ci jakieś prowizje dawać od każdej zachęty. ;)
    Odnośnie twojego pytania, my już wprawdzie znamy te tytuły, ale może warto byłoby napisać coś podobnego odnośnie „Wandering Sona”? (Nadal mam twojego maila, który mnie kiedyś zachęcił do zakupu i jestem Ci za to bardzo wdzięczna aż po dziś dzień ;) i „Bride’s Story” lub innych mang (polskich/zagranicznych), które lubisz i je kupujesz. ;)

    • Ahahaha, dzięki, liczę, że któregoś dnia jakieś wydawnictwo samo z siebie przyśle mi tomik do opisania :’D
      A tak na poważnie, cieszę się, że zachęciłam i mam nadzieję, że się nie zawiedziesz.
      WS jest oczywiście brane pod uwagę, ale moim małym marzeniem jest napisanie o nim pełnej recenzji i póki co, nie wiem kiedy w końcu zbiorę się w sobie na jakiś bardziej ambitny tekst. Bardzo się cieszę, że tamten mail na coś się zdał :)
      Dziękuję za sugestię, bo byłam trochę niepewna czy powinnam pisać o trochę bardziej rozreklamowanych tytułach – już nie mam (:

  4. Też na to czekam. :) Wydawnictwa książkowe tak robią, wydawnictwa mangowe za granicą także, więc nie rozumiem, dlaczego polskie nie wykorzystują tej formy promocji. W końcu, przed zakupem mang, chyba większość osób sprawdza recenzje (O obiektywiźmie się nie wypowiem, bo wówczas większość recenzentów wyraża się pozytywnie o danych tytułach, żeby wydawcy nie zniechęcić…. Sama dałam się nabrać na promocje „Osobliwego domu pani Peregrine”, ale co tam…).
    Wiesz, dla nas może to tytuły rozreklamowane, czy popularne, ale jeśli ktoś zaczyna się interesować mangą, czy importami (albo zastanawia się nad zakupem danego tytułu) to takie porównania mogą mu bardzo pomóc w doborze tytułów. Zdjęcia pomogą w ocenieniu kreski, a tekst treści i jakości wydania. ;)

    • Tu masz, niestety, rację. Szkoda, że polscy wydawcy i recenzenci tak do tego podchodzą. Mogłabym o tym jeszcze dużo napisać, ale to byłby pewnie mało interesujący offtop.
      Natomiast chyba rozumiem czemu wydawnictwa mangowe w Polsce podchodzą do tego tak, a nie inaczej… Oczywiście to tylko moja teza i mogę się mylić, ale: recenzenci mangowi w naszym kraju są, ale oprócz dwóch większych portalów, nie cieszą się popularnością – być może dlatego, że piszą źle, a być może dlatego, że forma wydaje się nieatrakcyjna (nie ma zdjęć, przykładowych stron). Z nieznanego mi powodu, w Polsce jedynym takim opiniotwórczym portalem wydaje się być Tanuki i, jeśli już, to chyba tylko oni mogą liczyć na „prezenty” od wydawców, bo przyciągają najwięcej czytelników.
      Sama mam tam konto, mimo, że nie przepadam za ich recenzjami, więc zakładam, że ta popularność przez możliwość oceniania tytułów i socjalizowania się z resztą fandomu.
      Z tego co kojarzę, tu też mogę się mylić, właśnie na Tanukim udawało się recenzentom dostawać czasem coś od wydawnictw lub firm, kiedy jeszcze istniał u nas rynek anime.

      No i stąd pomysł na przeglądy wydań ;)
      Założyłam, że pisząc tu, chcę się przydać przede wszystkim grupce stałych czytelników i wyrażać zdanie o czymś, czego oni nie mają na półkach. Wątpię, żeby ta grupa się powiększyła, ale jeśli przypadkiem wpadnie tu jakaś mniej zorientowana w importach osoba to, tak jak piszesz, warto jej pomóc. Dzięki (:

  5. Ninno, niestety odpisać muszę tutaj, bo odpowiedzieć bezpośrednio na Twój komentarz nie mogę.
    Dziękuję bardzo za zacytowanie, aż mi się milej zrobiło na wieść, że Ikeda nawet była w Polsce (:

    Co do „Takasugi-san Chi no Obentou” – w planach nie mam, ani nawet nie wiedziałam, że zostanie zlicencjonowane… ale tak się składa, że wspominałam o tym tytule TUTAJ przy okazji Manga Taisho. Księgarze nagrodzili, dlatego się mocno zastanowię i dam znać jeśli wskoczy mi do planów. Przemknęły mi też przed oczami kiedyś rawy – spróbuję je znaleźć raz jeszcze – i kreska kompletnie nie przypadła mi do gustu (jak typowe, koślawe shoujo).
    Edit: Okej, póki co mała próbka skanów jest do zobaczenia tutaj – bardzo mała :’D

    • Dziękuję Ci bardzo za te skany (nie wiem, jak ja szukałam…;P). Kreska rzeczywiście jakaś taka mało atrakcyjna, jednak jeśli opowieść jest dobra, można przymknąć na nią oko. Kupilabym w ciemno, ale nie lubię importować serii długich i ongoing (nie mam pojęcia, na ilu tomach historia się zakończy. W przypadku tej mangi tak właśnie jest:/). Ale to jeszcze „się zobaczy”.

      A informację o wydaniu znalazłam tutaj: http://www.mania.com / aodvb / showthread.php?t=110480 (spacje sobie usuń bo nie mogę komentarza z linkiem wyslać). Rozpiska do listopada. No i lista jest aktualizowana. Szczerze, to interesuje mnie z tego (oprócz tytułów, które już kupuję) tylko „Obentou”, „Ayako” i „Unico” od Tezuki. Ale nad „Unico” to się muszę zastanowić. Nie wiem, na ile to jest „dla dzieci”, skanów angielskich brak, a manga bardzo droga jak dla mnie…

      • Będziemy sobie tak dziękować w nieskończoność, ale ja również bardzo dziękuję za mega przydatny link.
        Też mnie to zastanawia, więc nic tylko poczekać aż wydadzą i się temu przyjrzeć z pomocą amerykańskich blogerów ;)

        No, mnie ilość nowych serii w tym roku do importowania już lekko przytłacza i ciągle brak mi środków na nadrabianie zaległości i Tezukę, a „Ayako” również mi się marzy (i Adolf oczywiście!). „Unico” wydaje mi się pozycją już bardziej dla badaczy gatunków i podzielam Twoje wątpliwości co do treści.

  6. Jak dla mnie to skandal, że nie zrobili korekty, tylko wrzucili to co w starej wersji… Sama mam tę trzytomówkę, więc aż tak nie boli, ale ludzka przyzwoitość powinna zabraniać sprzedawać coś takiego. Czekam na przegląd Heart of Thomas :)

    • Zgadzam się – ani to profesjonalne, ani zachęcające dla potencjalnego czytelnika, ale mają to szczęście, że dobra historia broni się sama.
      Dzięki :)

  7. Mam to w planach zakupowych od kiedy tylko wyszła pierwsza, trzytomowa wersja. I na nią właśnie poluje na allegro. Wydawanie pieniędzy na bubel obleczony w złoty papierek jakoś mnie nie kręci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current month ye@r day *